Michał Kozłowski opowiada o swoim odejściu z Kielc, Farcie, Effectorze i planach na przyszłość-wywiad

Michał Kozłowski do niedawna rozgrywający kieleckiego Effectora opowiedział nam o swoim odejściu z Kielc, przygodzie w Farcie i późniejszym Effectorze oraz planach na przyszłość. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z siatkarzem.

 Michał Kozłowski opowiada

Marcin Żelazny (Nasze Kielce):
Wszyscy pamiętamy zawirowania towarzyszące tworzeniu się drużyny na sezon 2012/2013 po wycofaniu się Farta ze sponsorowania drużyny. Jak cała sytuacja wyglądała z perspektywy szatni? Jak wpłynęła na atmosferę w zespole?

Michał Kozłowski: Ciężko powiedzieć co działo się w szatni bo jej jeszcze nie było. Drużyna tworzyła się na ostatnią chwilę. Z każdym dniem pojawiali się nowi zawodnicy. Z zeszłego sezonu zostało tylko 5 zawodników. Musieliśmy od nowa budować ducha drużyny i wydaje mi się że to nam się udało.

M.Ż. :Jaka jest Pana ocena minionego sezonu, rundy zasadniczej i play off w której przy odrobinie szczęścia zespół mógł się przecież pokusić o wyeliminowanie Jastrzębskiego Węgla i sprawienie ogromnej niespodzianki?

M.K. :Nikt się nie spodziewał, że drużyna tworzona na prędce po rundzie zasadniczej zajmie 7 miejsce. Specjaliści i znawcy nie dawali nam największych szans i przewidywali walkę o miejsca 9-10. A my jako drużyna zrobiliśmy wszystko co w naszych siłach co i tak trzeba nazwać wielką niespodzianką. A co do play-offów to szczerze nie dawałem nam za dużo szans z drużyną z Jastrzębia. Liczyłem na walkę, może na wygranie jednego meczu, ale na pewno nie rywalizacji która skończyła się w 5 meczach.

M.Ż. :Jak wkomponowali się w drużynę nowi zawodnicy? Jak Pan oceni postawę Armando Dangera i Niko Pencheva ?

M.K. :Jako zespół tworzyliśmy naprawdę zgraną paczkę. Nie potrzebowaliśmy zbyt dużo czasu aby się „dotrzeć”. Tego problemu nie mieli również obcokrajowcy. Niko i Armando to bardzo pozytywnie nastawieni ludzie do świata. Może były małe problemu z komunikacją jeśli chodzi o Armando ale z czasem było coraz lepiej. Niko po tym roku spędzonym w Polsce już zaczął mówić po Polsku. Nie jestem wstanie ich ocenić jako zawodników ponieważ to nie jest w mojej kompetencji.

M.Ż. :Jest Pan trzecim zawodnikiem po Miłoszu Zniszczole i Nikolaju Penchevie który opuszcza Kielce. Czy nosił się Pan z zamiarem zmiany barw już od jakiegoś czasu czy też był to decyzja podjęta w ostatnim czasie? Czy według Pana wiedzy ktoś jeszcze może odejść z zespołu w najbliższym czasie?

M.K. :Na pewno gdzieś we mnie były zamiary aby zmienić otoczenie. Zobaczyć coś nowego, poznać nowych ludzi. Dlatego po zakończeniu sezonu czekałem na wieści od mojego managera czy jest zainteresowanie moją osobą na rynku. Gdy zaraz po świętach Wielkanocnych odezwała się drużyna z Rzeszowa z konkretną ofertą to nie zastanawiałem zbyt długo i na drugi dzień dałem odpowiedź. Drużynom takim jak Assecco Resovia Rzeszów się nie odmawia.
Co do innych zawodników to wiem że większa część drużyny zmieni otoczenie. Ale kto i gdzie dokładnie to nie jestem wstanie tego powiedzieć.

M.Ż. :Czy pokusiłby się Pan o ocenę i porównanie organizacji i funkcjonowania klubu zarówno w mijającym sezonie jak i w latach kiedy drużyna występowała pod nazwą Fart Kielce?

M.K. :Jedno było na pewno bardzo podobne. Fart jak i Effector musiał się wszystkiego uczyć. Zawsze są takie problemy z organizacją klubów które dopiero co powstają. Przewagą Farta było nie wątpliwie większy budżet, a co za tym idzie lepsze hotele, jedzenie na wyjazdach czy odżywki, jak i większy staff ludzi, który towarzyszył nam na treningach (w szczególności w drugim sezonie w Pluslidze). Ale nie ma co narzekać na Effector. Są kluby gdzie organizacja stoi na gorszym poziomie.

M.Ż. :Jak wyglądała współpraca z trenerem Dariuszem Daszkiewiczem?

M.K. :Normalnie. Trener Daszkiewicz był trenerem a ja byłem zawodnikiem.

M.Ż. :Jak Pan będzie wspominał pobyt w Kielcach?

M.K. :Bardzo pozytywnie i miło. Poznałem dużo interesujących osób. Mam tutaj kilku przyjaciół. Pięć lat spędzonych w Kielcach było dla mnie bardzo ważnych. To tutaj przeżyłem najwspanialsze chwile w mojej profesjonalnej karierze. Awans do pierwszej ligi, później do Plusligi to się nie zdarza każdemu.

M.Ż. :Czy Pana zdaniem w najbliższej przyszłości istnieje szansa na zbudowanie w Kielcach drużyny która mogłaby konkurować z piłka nożną i ręczną w naszym mieście?

M.K. :Boom na siatkówkę w Polsce jest od kilku lat. Jednak w mieście takim jak Kielce może być naprawdę bardzo ciężko zbliżyć się do popularności z piłka ręczną i nożną. Brakuje tradycji siatkarskiej i trzeba przyzwyczaić kibiców do siatkówki. Dlatego minie jeszcze kilka lat zanim na hali Legionów będzie komplet publiczności na każdym meczu bez względu na to z jaka drużyną będzie grał kielecki zespół.

M.Ż. :Jakie są Pana sportowe plany na najbliższa przyszłość?

M.K. :W tym momencie mam podpisany kontrakt z Assecco Resovią Rzeszów, ale w najbliższym czasie będę musiał iść na wypożyczenie do innego klubu. Po zakontraktowaniu Fabiana Drzyzgi razem z trenerem Kowalem doszliśmy do wniosku, że lepiej dla mnie i dla klubu będzie gdy pójdę gdzieś grać do innego klubu.

M.Ż. :Czy chciałby Pan coś powiedzieć kieleckim kibicom na pożegnanie?

M.K. :Na pewno chciałbym podziękować kibicom za te pięć lat, za wsparcie, doping, za to że licznie przychodzili na mecze i wspierali kielecką siatkówkę. Jeszcze raz dziękuję i być może do zobaczenia w przyszłym sezonie na meczu.